SAM KEOGH I ANNE TALLENTIRE DYSKUSJĄ O ABSURDALE, BEZPIECZEŃSTWIE I SPRAWNOŚCI.
Sam Keogh: Cóż, przygotowując się do naszej rozmowy, przypomniałem sobie niektóre z twoich prac. Przyjrzałem się serii prac „Manifesto”, które stworzyłeś z Johnem Sethem. Zbierasz rzeczy z ulicy, przynosisz je do pracowni, czyścisz i układasz znalezione przedmioty, dokumentując cały proces. Następnie prezentujesz dokumentację wraz z układem obiektów w przestrzeni galerii. To skłoniło mnie do refleksji – i nie mówię tego w sposób ironiczny – to absurd. Bo to, co robisz, to próba nadania znaczenia od podstaw, co musi zaczynać się od bezsensu. Czuję, że za każdym razem, gdy zaczynam coś w pracowni, ogarnia mnie to uczucie pustki i absurdu. Ale potem w końcu coś zrobię, potem zrobię coś jeszcze z tym przedmiotem i w końcu wydarzy się coś nieoczekiwanego, jakieś zjawisko, którym przyjemnie się manipuluje, i ostatecznie dzięki tej manipulacji zaczyna rozkwitać znaczenie. Ale na początku zawsze wydaje się to śmieszne lub absurdalne!
Anne Tallentire: Owszem. Myślę, że chodzi o zaangażowanie się w proces poszukiwania czegoś, co można uznać za znaczące dla trwającej wewnętrznej rozmowy lub zbioru problemów czy idei. Dla mnie ten proces wymaga po części wejścia w rodzaj tymczasowej amnezji lub ślepoty, z której trzeba się potem otrząsnąć, aby znaleźć coś, czego nigdy w pełni nie rozumiemy. Być może to głupota. Nie chcesz, aby to, co znajdziesz, było zbyt znajome, ponieważ zbytnie znajome może prowadzić do bezmyślnego powtarzania. Zatem ta rzecz, którą rozpoznajesz, musi być również niewygodna, dziwna i nieznana. To nieco dziwaczna czynność, tak.
Byłem w Belfaście przez kilka ostatnich dni, szukając pracy, która będzie tam pokazywana w nadchodzące lato. Pochodzę z północy, więc Belfast jest znajomy, ale mój stosunek do miasta zawsze był związany z innymi ludźmi, rodziną czy obowiązkami nauczycielskimi. Rzadko tam wykonywałem lub pokazywałem prace, więc wiedziałem, że to wymagałoby ode mnie czegoś w rodzaju głupiej misji, która wymagałaby ponownej kalibracji mojej przeszłości i teraźniejszości. Tak więc, jak to często bywa, gdy przyjeżdżam do pracy w miejscu, którego nie znam, chodziłem po częściach miasta do miejsc, których nie znałem, angażując się w proces wyobcowania, który pozwolił mi myśleć i doświadczać tego miejsca inaczej. To było niesamowite.
SK: Co się stało?
AT: Cóż, wiedziałem, że chcę znaleźć miejsca przeznaczone do rozwoju lub w różnych stanach. Nieużytki. Całkowicie przypadkowo dostałem pokój na tyłach hotelu, w którym mieszkałem, niedaleko centrum miasta, z widokiem na duże opuszczone miejsce. Na środku miejsca znajdowała się czarna plama, która, jak przypuszczałem, była pozostałością po ognisku z 12 lipca. Zauważyłem wtedy wzdłuż jednej krawędzi rząd przesuniętych, tymczasowych metalowych paneli ogrodzeniowych stojących w najbardziej niezwykłych konfiguracjach. To rodzaj metalowego ogrodzenia, które można zobaczyć na festiwalach muzycznych, które jest osadzone w betonowych blokach. To konkretne ogrodzenie zostało wzmocnione w kluczowych punktach, a dwie kolejne sekcje połączyły się, tworząc trójkąt. Ale duże sekcje zostały przewrócone, przewrócone.
Po prostu szermierka, odwrócona w ten szczególny sposób, ale robiła coś, co rozpoznałem, ale nigdy wcześniej nie widziałem. Wkroczyłem w przestrzeń, aby zrobić kilka zdjęć. Niedługo po tym, jak zaczął dzwonić alarm, który, jak sądzę, został wywołany przez kamerę monitoringu. Nie chcąc zajmować się koniecznością wyjaśniania swojej obecności, przeszedłem z powrotem przez zawaloną sekcję, na którą się natknąłem. Kiedy wróciłem po kilku godzinach, wszystko było naprawione. Wszystkie płoty znów stały pionowo. Więc to może nigdy nigdzie nie zajść, może nigdy nie stać się czymkolwiek. Z drugiej strony to, co tutaj opisuję, dotyczy znanego procesu. Rozpoznałem w tym pewne tropy, które były wcześniej używane w mojej praktyce. Rodzaj procesów, które sam iz Johnem stosowałem przez wiele lat. Pójść w jakieś miejsce, rzucić kostką mniej lub bardziej metaforycznie, żeby wydostać się z czegoś, co już jest przepisane, a potem szukać czegoś, co pozwoli zakwestionować, czym to było.
SK: Myślałem też o ogrodzeniu. Jest jeszcze inny rodzaj ogrodzenia, które ciągnie się na kilka kilometrów wzdłuż wjazdu do Eurotunelu w Calais, zwany „Eurofencing”. Przeczytałem stronę internetową firmy produkującej ogrodzenie i język, którego używają do jego opisu, jest właśnie tak wykalkulowany. Opisują oni jedynie jego walory formalne, trwałość materiałów i łatwość montażu. Najbliżej przywołania obrazu człowieka w odniesieniu do ogrodzenia jest opis „otworu” lub przestrzeni między metalowymi prętami, jako zbyt małej, aby palce u rąk lub nóg mogły się w nią wspiąć – uniemożliwiając tym samym wspinaczkę. Ale aby ogrodzenie odstraszało, musi ono być czymś więcej niż tylko funkcją, musi stać się znakiem. Zatem, choć fizycznie uniemożliwia ludziom wejście do tunelu, jego główną funkcją jest tworzenie wizerunku samego siebie. Z jednej strony, z naszej strony, jako ludzi z „poprawnymi” paszportami, chodzi o stworzenie obrazu „czegoś, co się dzieje”, który jednocześnie łagodzi sytuację i tworzy inny obraz – rasistowski obraz „powodzi”, „hord” lub „rojów” uchodźców napływających do Europy. A z drugiej strony, chodzi o stworzenie obrazu niemożności przedostania się na drugą stronę.
AT: Nie ma więc wątpliwości, że nie da się tego przeniknąć, że to jest niezawodne.
SK: Tak, a powodem, dla którego są to płoty, a nie mury, jest to, że kamera bezpieczeństwa pozwala patrzeć przez płot. Jeśli więc próbujesz przez niego przejść, grozi ci, że policja cię zobaczy i nie będziesz mógł się ukryć, nawet jeśli uda ci się złapać przysłonę (co jest słowem, które lepiej znamy jako część kamery!). Ma więc wszystkie te aspekty związane z pewnego rodzaju więzienną widocznością, a jego główną funkcją jest wizualne odstraszanie. Ale żeby tak było, musi wykraczać poza swoją funkcję fizycznego trzymania ludzi z dala od torów, tworzyć rodzaj labiryntu murów, za którymi nie da się schować. Aby jednak spełniać tę metafunkcję, musi istnieć ta absurdalna ilość płotów.
AT: W Belfaście zauważyłem też panele ochronne wokół rusztowań na chodnikach. Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę, ponieważ był tak ekskluzywny i kompletnie przekombinowany, paradoksalnie nazywał się „systemem ochrony warstw”. Ten „system ochrony” spełniał dwie funkcje: chronił ludzi przed wchodzeniem na szorstkie i ostre rusztowania, ale przede wszystkim chronił status budynku. Wyglądał jak fragment tymczasowego muru, ale charakteryzował się przesadną trwałością, którą można było odczytać jako ogrodzenie, a raczej jako coś, co skłaniało się ku logicznej infrastrukturze. Miał dziwną, skrajnie nędzną jakość w swojej przesadnie czystej, lśniącej materialności. Wypolerowane i nieprzeniknione wykończenie, które przemawiało do zupełnie innego celu związanego z „ogrodzeniem”, z którym wcześniej się nie spotkałem.
SK: To trochę jak metalowe arkusze, które zakłada się na drzwi i okna pustych budynków, żeby powstrzymać przybyszów przed wprowadzeniem się tam. Po prostu gładka, bezszwowa powierzchnia, bez żadnej szczeliny, przez którą można by wsunąć łom.
AT: Tak, w przeciwieństwie do ogrodzenia, które zostało przewrócone, zburzonego otwartego ogrodzenia. Uderzyło mnie wtedy, że to, co się wydarzyło, było świadomym aktem tworzenia czegoś, nie związanego z samym przedmiotem, ale raczej aktem czystej przyjemności, który przekazywał coś z tamtego czasu i miejsca. Manipulując tymi obiektami, zaangażowani w to ludzie podejmowali decyzje nie tak odległe od tych, które my (jako artyści) podejmujemy. Chodzi o uznanie twórczej sprawczości, która zbliża naszą działalność do aktywności ulicy. Bardzo mnie to interesuje; jak ludzie, którzy nie myślą przez pryzmat sztuki – jakiejkolwiek działalności rzeźbiarskiej czy języka związanego z kulturą wizualną – robią rzeczy, które są niezwykle świadome tego, jak zakłócać, wzbogacać lub ujmować codzienne życie.
SK: Tak, a co Twoim zdaniem wpływa na te decyzje? Myślisz, że chodzi o przyjemność?
AT: Myślę, że coś w tym jest. Tak, to ma znaczenie. Układanie rzeczy na świecie to rodzaj aktywności, w którą angażuje się większość ludzi. Albo próba uzyskania jakiejś formy sprawczości w stosunku do świata fizycznego, aby móc przemówić do świata, w którym żyjemy.
SK: Rodzaj dzieła nieobcego. To jest, powiedziałbym, najbardziej otwarta definicja artysty.
AT: Tak. Myślę, że to wspaniały opis.
Sam Keogh jest artystą mieszkającym między Londynem a hrabstwem Wicklow. Jego wystawa „Knotworm” czynna jest do 1 marca w Centre Culturel Irlandais w Paryżu. Nadchodzące wystawy obejmują „Outer Heaven” w Southwark Park Galleries w Londynie w czerwcu 2020 r.
samkeogh.net
Anne Tallentire urodziła się w Irlandii Północnej, mieszka i pracuje w Londynie. Była laureatką nagród Fundacji Paula Hamlyna 2018 dla artystów i była w panelu selekcyjnym 39. międzynarodowych „zamówień platformowych” EVA. Od sierpnia do listopada 2020 r. w The MAC w Belfaście odbędzie się duża indywidualna wystawa ostatnich prac.
annetallentire.info
Zdjęcie główne: Anne Tallentire, badania fotograficzne, obraz na ścianie studia, format A4, odnoszący się do midstep_8 site one (tytuł roboczy) 2020; dzięki uprzejmości artystki.