RACHEL MCINTYRE WYWIADA Z ELEANOR MCCAUGHEY I RICHARDEM PROFFITTEM NA TEMAT WYSTAWY WE WSCHODNIM ŚCIANIE W DUBLINIE.
Rachel McIntyre: Twoja dwuosobowa wystawa „Co pozostało z tego miejsca?” został tymczasowo zainstalowany wokół East Wall w Dublinie w listopadzie. Interesuje mnie, dlaczego wybrano tę okolicę, poza koniecznością przebywania 5km od domu.
Richard Profitt: Mimo bliskości centrum miasta, East Wall dopiero od niedawna widzi skutki gentryfikacji. Zachowuje esencję tego, jak wyglądałby stary Dublin, ale istnieje niewielka infiltracja nowicjuszy i, co bardziej widoczne, korporacji takich jak Facebook. Ale od początku pandemii zainteresowałem się tym, jak zmalał wpływ tych zmian, tak jakby obszar ten wracał do siebie. Poczułem, że jestem w stanie ponownie zobaczyć to miejsce i poczuć jego fakturę.

RM: Dzieła znajdowały się w zapomnianych zakamarkach, gdzie stare i nowe splatały się ze sobą w nieregularny sposób. Motywy i wzory w twoich pracach znalazły odzwierciedlenie w scenerii – graffiti, wilgotne plamy na żwirowych lub ceglanych ścianach, przebijające się chwasty. To pozwoliło pracom wtopić się w otoczenie, stając się jego naturalnym środowiskiem. Eleanor, na myśl przychodzi mi twój obraz „Czarodziej” .
Eleanor McCaughey: Najpierw spodziewałam się ulokować swoją pracę w IFSC, więc zaczęłam tam robić zdjęcia. Chociaż budynki są w większości puste, nadal patrolują strażnicy. Jesteś obserwowany, co jest niesamowite w tak opuszczonym otoczeniu. Z wielu dużych kompleksów budynków było tyle hałasu, konstrukcji i energii, że nigdy nie było cicho, nigdy nie było ciemno. Nagła cisza podczas blokady była niepokojąca. Zacząłem ustawiać swoje prace na nieskazitelnie czystych ławkach piknikowych przed zabudowaniami biurowymi, ale od razu to nie zadziałało. Jak wspomniał Richard, tekstura w starszej części dzielnicy była idealna.

RM: Richard, myślę też o twojej pracy Daydreamin' Dude / If I Was in LA – instalacji przypominającej sanktuarium z dźwiękiem, udokumentowanej zarówno wideo, jak i fotografiami. Kable elektryczne biegną wzdłuż ściany; powstaje wrażenie niejednoznaczności co do tego, co jest częścią dzieła sztuki, a co nie.
RP: Tak, to było celowe. Ten element został zainstalowany w opuszczonej hali załadunkowej, na którą natknęliśmy się z Eleanor. Jest tak wiele konstrukcji na różnych etapach realizacji i ze względów czysto praktycznych nadało się to do instalacji. Bardzo łatwo i szybko dodać gwóźdź i zawiesić prace na prowizorycznych drewnianych deskach.
EM: Kiedy wyjąłem swoje prace ze studia, wyglądały zupełnie inaczej. Czułem, że rzeźby i obrazy mają poczucie absurdu, ale to się całkowicie zmieniło w tym nowym kontekście, który ugruntował je i wydobył ich ziemskie właściwości.
RM: Oboje często tworzycie struktury, w których mieszczą się wasze prace, albo nieodłączne od nich, albo w jakiś sposób je zawierające. Czy to doświadczenie było zupełnie inne?
RP: Nie mam nic przeciwko pokazywaniu swoich prac w nietradycyjnych przestrzeniach. To, na co czekam, to nie próba dopasowania pracy, ale dostosowanie pracy do otoczenia. Chcę, żeby wtopił się w otoczenie i stał się częścią otoczenia, tak jak przedmioty nagromadziły się lub narosły z biegiem czasu.
EM: To było bardzo ekscytujące. W moim studio wszystko skrupulatnie ustawiam – oświetlenie, odblaskowe tła i konkretny materiał. To doświadczenie sprawiło, że inaczej pomyślałem o swojej pracy i ponownie zastanowiłem się, w jakim stopniu jest to konieczne.
RP: To było korzystne, zwłaszcza teraz, kiedy większość wystaw jest odwoływana lub przekładana. Proces instalacji pozwala mi na poczucie dystansu od pracy, który w studiu jest niemożliwy. Tam moje widzenie peryferyjne jest zaciemnione przez inne dzieła sztuki i materiały, które mam wokół.

RM: Niektóre instalacje przypominały mi przydrożne kapliczki czy pomniki. Czy była to w ogóle odpowiedź na trwającą pandemię? Czy moglibyście oboje mówić o duchowości w swojej pracy?
EM: To ciekawe, moja rodzina jest religijna, a ich reakcją na pandemię jest zastanawianie się, dlaczego to się dzieje, co również skłania mnie do rozważań z tej perspektywy. Przychodzi mi na myśl jedna z moich instalacji, „ Jeśli istnieje coś” , rzeźba w wazonie z plastikowymi kwiatami. Myślałem o rytuale tego typu upamiętnień, jak bukiety przywiązane do latarni. Często myślę o wartości, jaką przypisujemy przedmiotom.
RP: Miałem kiedyś kolekcję zdjęć pustynnych świątyń w Meksyku, zbudowanych w szczerym polu. Odniesienia do duchowości są osadzone w mojej pracy od tak dawna, że już nie wiem, skąd się biorą. Zawsze interesowało mnie nadawanie znaczenia przedmiotom codziennego użytku, często używając przedmiotów, które znajduję podczas chodzenia, na przykład zepsutych starych kabli słuchawkowych do stworzenia łapacza snów.
RM: Wracając do początku projektu, skąd wziął się tytuł?
RP: Od jakiegoś czasu bawię się pomysłem wystawy plenerowej, z zestawem współrzędnych jako zaproszeniem. Następnie, w październiku, Eleanor opublikowała na Instagramie jedną ze swoich rzeźb, która wygląda jak noga ze świeczką na stopie. Jak tylko to zobaczyłem, pomyślałem, że powinniśmy wspólnie pracować nad dwuosobową wystawą. Stojąc w moim ogródku, natychmiast wysłałem jej wiadomość z tytułem programu. Myślałem nie tylko o tym, co się stanie, gdy wyjdziemy z pandemii, ale także o tym, jak zmieni się sam East Wall.
EM: Kiedy do mnie napisałeś, właśnie skończyłem oglądać dokument „ Notes on Rave in Dublin” o scenie tanecznej w Dublinie w latach 90. i na początku XXI wieku. Po obejrzeniu nagrań nielegalnych rave’ów w opustoszałych dokach, tuż za rogiem, tytuł – zwłaszcza sformułowany w formie pytania – naprawdę do mnie przemówił.
— Co pozostało z tego miejsca? rozwinęła się na Instagramie w dniach 9 – 15 listopada 2020 r.
@cosmagoswiata
Rachel McIntyre jest kierownikiem galerii w The Douglas Hyde Gallery. Jej wykształcenie związane jest z historią sztuki, pisała o sztuce dla galerii i samodzielnie.