Byłem jednym z tych irytujących dzieciaków, które od najmłodszych lat wiedziały, że chcą zostać artystami, gdy dorosną. Ta wiedza się zmieniała, gubiła się po drodze i powracała w wielkim stylu wiele razy, gdy dorastałem. Ale jakiś rodzaj napędu zawsze tam był i to on uczynił mnie tym, kim jestem dzisiaj: irytującym dorosłym, który wciąż próbuje zostać artystą.
Po rysowaniu anime, kreskówek i fan-artów jako dziecko, uporczywa depresja, napędzana przez bycie odmiennym jako imigrant z dysforią płciową, sprawiła, że przeszedłem długi, głęboki proces, który zaprowadził mnie tak daleko od rysowania, że można by pomyśleć, że nie mam już we mnie żadnej twórczej kości. Fan-art po prostu już nie dawał rady i nie wiedziałem, że można robić coś takiego jak pisanie lub rysowanie o własnym życiu lub tworzenie komiksów o dorosłych problemach.

Jednak coś we mnie wciąż interesowało się tym rzemiosłem na tyle, że oszczędzałem pieniądze na lunch, żeby kupić komiksy. Po jakimś czasie trafiłem na komiksy, które były na tyle inne od zwykłego wyboru, że mnie wciągnęły. Nie były o superbohaterach; były o smutnych nastolatkach żyjących na obrzeżach społeczeństwa. Nie było w nich nic zachwyconego i były bardziej prawdziwe niż inne media, które konsumowałem w tamtym czasie. Byłem nastolatkiem i cały czas byłem smutny. Czego jeszcze potrzebowałem? Zajęło mi trochę więcej czasu, zanim zacząłem tworzyć własne.
Mój pierwszy komiks był najdłuższym one-shotem, jaki kiedykolwiek napisałem – nazywał się La Chiamata (Wezwanie)). Miała 224 strony i z jakiegoś niezrozumiałego powodu została wydana w 2018 roku przez BeccoGiallo Editore bez większych problemów. Cieszę się, że została tak przyjęta, a szczególnie cieszę się z tego, że krytycy zauważyli, że jej zakończenie nie rozwiązało wszystkich luźnych wątków. Nadal jestem niesamowicie dumny z wysiłków, jakie włożyłem w tę książkę i z faktu, że została nominowana do kilku nagród (i jedną z nich wygrała).
Dojazd La Chiamata opublikowanie dało mi wystarczającą wiarygodność, aby rozpocząć karierę ilustratora książek, i chociaż nadal rysowałem własne historie, częściej ilustrowałem cudze niż swoje własne – nigdy nie odmówiłem zlecenia. Z książki Matteo Marino Sekrety Davida Lyncha do Alberto Rosy La Regina di New York, od Sacerdotesse, imperatrici i regine della musica przez Clarice Trombella do Pinguini Tattici Nucleari i fumetti autorstwa Lorenzo LaNeve, przyswoiłem sobie wszystko – i nie uwzględniam w tym nawet samodzielnie publikowanych magazynów czy pojedynczych ilustracji.
Nagle poczułem, że sprawy zaczynają się układać, jakbym w pewnym momencie mógł uzyskać stały dopływ gotówki, aby żyć na własną rękę. Niestety, Włochy nie są takie łaskawe, szczególnie dla rodzin imigrantów z dziećmi, które mają „problemy z płcią”. Musiałem wrócić do rodziców, którzy również nie mieli zbyt wiele pieniędzy. Znalazłem pracę dorywczą i wszystkie dodatkowe zajęcia, jakie mogłem znaleźć, aby pomóc utrzymać wszystkich na powierzchni.

Wtedy zacząłem pisać nową historię, którą próbowałem wysłać do La Maison des Auteurs w Angoulême we Francji, myśląc, że to będzie mój bilet na wyjazd z kraju. W tym momencie bardziej napędzała mnie desperacja niż ambicja. Teraz łatwo dostrzec wszystkie wady tej historii, ale cały czas myślałem: „Gdybym tylko mógł się stąd wydostać”. La Maison odrzuciło propozycję. Kupiłem bilet do Irlandii, gdzie wiedziałem, że będę mógł ponownie ocenić swoje umiejętności i spróbować dostać się do animacji. Dzień po zakończeniu mojego kontraktu jako sprzedawca w sklepie byłem w samolocie. Minęło prawie sześć lat i nigdy nie żałowałem. To czysty przypadek i szczęśliwe zbiegi okoliczności sprawiły, że tu trafiłem i jestem tu do dziś.
Jak można było łatwo przewidzieć, pracowałem w branży animacji w Irlandii, ale nie przestałem tworzyć komiksów; pomijając szybkie paski komiksowe w Internecie, starałem się, aby mój komiks stał się popularny. Niekochany opublikowane w Stanach Zjednoczonych i Europie bezskutecznie, co doprowadziło do samodzielnego publikowania. Nadal jest to jeden z projektów najbliższych mojemu sercu, nawet jeśli nigdy nie dotrze donikąd. Skontaktowałem się z Irish Comics, zacząłem tworzyć dla nich prace, takie jak To jest zabawa i opublikowałem swój pierwszy serial internetowy Witamy w Shibari Dojoale szczytem wszystkiego było zilustrowanie Pod presją, historia Davide Costy dla Głośny – antologia feministycznych opowiadań stworzona przez kolektyw przeciwko molestowaniu w komiksach, Moleste, którego jestem jednym z pierwotnych założycieli. Nie tylko udało mu się zdobyć nagrodę Boscarato, ale został opublikowany w Stanach przez Dark Horse. Rzadko kiedy byłem bardziej zadowolony ze swojego wkładu w pracę kolektywu. Dzięki Bogu, że w tym czasie kupiłem sobie iPada i mocniejszy komputer – nie mogę powiedzieć wystarczająco dużo, aby podsumować, jak bardzo ułatwiły mi życie!
Przed erą cyfrową byłem wielkim fanem akwareli i pędzli do tuszu. Bieda zmusiła mnie do przyjęcia innych mechanizmów; kupiłem sobie najtańszy tablet Wacom, jaki mogłem znaleźć, i pracowałem na laptopie z 6 GB RAM tak długo, jak mogłem. Trzymałem go, aż przeprowadziłem się do Irlandii i kupiłem lepszy sprzęt – w tym momencie mój komputer ledwo działał. Ale w przypadku komiksów, które tworzę, które są bardzo szkicowe i prymitywne, udało mu się wykonać zadanie. Muszę podziękować mojej pierwszej fuchcie w Brown Bag za zapoznanie mnie z lepszymi laptopami i sprzętem w ogóle – nie wyobrażam sobie, żebym nie pracował na Cintiqu i moim komputerze z 64 GB RAM, gdy czasy są ciężkie!

Komiksy i kreskówki były głównymi powodami, dla których postanowiłem zostać artystą. Chciałem po prostu rysować i opowiadać historie tak interesujące, jak te, z którymi dorastałem. Animacja była jednak droga i zwykle wymagała takiej mocy, jaką może osiągnąć tylko zespół. Moi rodzice nie mogli sobie pozwolić na wysłanie mnie na studia i wydawało się to zupełnie nieosiągalne. Obecnie, po ukończeniu wielu komiksów, ilustrowanych książek i komiksu internetowego, tym bardziej angażuję się w opowiadanie moich historii, zarówno w komiksach, jak i w animacji. Jeśli chodzi o krótkie animacje, zacząłem od horroru o moim życiu zatytułowanego nostalgia, podjął niezręczną próbę nakręcenia dłuższego filmu jest światło i skończyło się na jeszcze raz, krótki film o zaburzeniu osobowości typu borderline, który dostał się na tak wiele festiwali, że nigdy nie podziękuję selekcjonerom za wiarę we mnie, mimo że jestem tylko osobą tworzącą ograniczoną animację przy bardzo ograniczonych zasobach. Jako mój ostatni projekt, do zobaczenia wkrótce, dotknął kolejnego miłego tematu, jakim są osoby transseksualne i alkoholizm, przygotowuję się do poszerzenia horyzontów i opowiedzenia więcej niż jednej historii na raz. Jednak w tej chwili, po przejściu i rozpoczęciu własnego życia, bardziej niż czegokolwiek innego, jestem po prostu zadowolony z tego, kim jestem i co robię. To mi wystarcza.
Eli (Elisa Beli Borrelli) to transseksualna niebinarna twórczyni urodzona i wychowana we Włoszech, pochodząca z Albanii. Tworzą krótkie animacje, komiksy, ilustracje i mnóstwo nieśmiesznych żartów.
