„Understory”, tytuł wystawy obrazów i prac na papierze Heleny Gorey, nie tylko stanowi ramę dla zbioru dzieł, ale także oferuje mechanizm patrzenia. Wypowiedź artystki i poszczególne tytuły wskazują na cechy i cechy miejsca; na tyle ogólne, by mieścić się w dowolnym miejscu, i na tyle szczegółowe, by nieść ze sobą spójny hołd i szacunek dla naturalnego krajobrazu. Obrazy Gorey uchwycają coś pomiędzy poczuciem miejsca, pierwotnym miejscem, w którym powstały dzieła, ich narodzinami, przyczyną ich powstania, a doświadczeniem obcowania z nimi. Śledzą historie abstrakcji, a w szczególności Marka Rothko (1903–1970), będąc wydarzeniem patrzenia, a zarazem gotowymi dziełami.
Współczesne wariacje abstrakcji podkreślają zdolność malarstwa do poetyckiego wyrażania doświadczenia niepoznawalnego, a przynajmniej niepoznawalnego dla kogokolwiek poza artystą. Gorey tworzy w naturalnym środowisku, o czym świadczą małe czarno-białe fotografie jej procesu twórczego, prezentowane przy wejściu na wystawę. Wyeksponowany, „Proscenium” (2017) zdobił grubą, czarną obwódkę, która wydobywała falujący odcień głębokiej czerwieni, prześwitującej przez górną powierzchnię i delikatnie pojawiającej się w miejscach, gdzie pozwalało na to oko – wspartą na dominującym, kremowobiałym, ciepłym kwadracie naładowanej nicości.
Grupa prac sugerowała aranżacje w naturalnym krajobrazie. Chmurne biele były wspierane przez liściaste zielenie i fiolety. Solidne, ale nigdy nieprzeniknione odcienie utrzymywały fort na tym, co mogło być górną częścią horyzontu. Sugestywne zielenie i uziemiony wzrost pojawiły się w takich pracach jak Spinney . Błękity były synonimem światła dziennego i ciemniejszych godzin, wygodnie wisząc, jednocześnie balansując na poziomie oczu. Kwitnienie miało własną linię horyzontu, zapraszając widza do zlokalizowania go z wyjątkowej odległości. Niewielkie, błyszcząco-czerwone dzieło zatytułowane Woodbine naśladowało jądro Ziemi, a głęboko fioletowe dzieło Brindled opierało się o ścianę, rozszerzając i tak już nieograniczoną serię do chwili obecnej, dzieląc tę samą galerię z każdym, kto się z nim zetknął.
Zakres nieba i detale świata pod stopami zostały zestawione obok siebie w tej samej skali; Twilight (2017) miał naładowaną biel, niczym śnieg przyklejony do powierzchni nieba, podczas gdy Moss miał luźniejsze wykończenie, ociekając uwodzicielskimi zieleniami, jakby tworzył wierzchnie warstwy z dywanu natury. Surowy, gałkowo-muszkatołowy len odegrał rolę z neonową limonką i tajemniczymi kolorami w Seed. Bindweed (2011) i Blackberry (2013) pokazały, jak Gorey eksperymentuje z podejmowaniem decyzji kompozycyjnych, oferując nieregularną formę. Mist był prawdopodobnie jednym z najbardziej głęboko świecących dzieł, nawiązującym do promiennych żółci znalezionych w pracach Williama McKeowna (1962-2011), tylko tutaj wariacje na temat bieli świeciły, jakby miały ten sam metafizyczny zasięg, co żółcie McKeowna. Wystawione obrazy były jak okna, tyle że nie tylko dawały poczucie patrzenia przez nie, ale i patrzenia pod nie, pod działania artystki, jej decyzje, spojrzenie i jej doświadczenie naturalnego krajobrazu. W ten sposób ujawnia ona swoją uwagę na subtelne różnice w świetle i punkt podparcia dłoni, pędzla i powierzchni.
Osobnym, być może odziedziczonym, dziełem w tej przestrzeni, które bardzo dobrze się sprawdziło, był obraz Caoimhe Kilfeather „ But a Hercules” (2010), bryła węgla drzewnego wystająca ze ściany, zainstalowana na liminalnym poziomie, przybierająca postać cytatu lub krótkiej, nabrzmiałej stycznej. Podobne podejście do fizyczności formy można było dostrzec w serii olejnych prac Gorey na workach na ziemniaki, w których zagięcia i zagięcia nadawały kompozycyjnym tonom i liniom.
Seria pięciu prac na papierze nawiązywała do rysunków Agnes Martin (1912–2004). Małe, akwarelowe kwadraty przedstawiały horyzont, tworząc wielokrotności tego, co mogło być pojedynczym widokiem. W drugiej sali eksponowano niewielkie prace zatytułowane „ Darkening IV” , skromnie umieszczone na spinaczach do papieru, w towarzystwie większych prac olejnych, „Sky” (2017) i „Night ” (2017), które przedstawiały ostry kontrast nocy i dnia, jakby porównywano niebo, którego nie widać w nocy, z niebem, które naprawdę istnieje.
To, co uderza mnie w malarstwie Gorey, to sposób, w jaki jej wczesne wprowadzenie koloru prześlizguje się po ostatecznych zastosowaniach farby, podejmując wstępne decyzje komplementarne do późniejszych etapów pracy. Gdy oko odbije się na odcieniu pod spodem, wkracza zaufanie do niewidzialnego, sprawiając, że powierzchnia staje się czymś oddychającym. Wystawie towarzyszyła literatura, w tym katalogi poprzednich wystaw Goreya, przypominające o znaczeniu tego dzieła, jego własnej historii oraz o tym, jak abstrakcja może rozszerzyć i uczynić przenośnym esencję konkretnego miejsca.
Jennie Taylor jest pisarką o sztuce mieszkającą i pracującą w Dublinie.
jennietaylor.net