Ann McVeigh i Ken Bartley, zespół stojący za Galerią ArtisAnn, nie jest obcy Festiwalowi Nauki NI ani nauce, jeśli o to chodzi – Ken ma dyplom z fizyki. Co roku w lutym wnoszą do festiwalu mile widziany element sztuki współczesnej, a wraz z włączeniem solowego show Raymonda Watsona „Apis Mellifera” ten rok nie jest wyjątkiem. Kiedy przybywam na pokaz Watsona, Ann pyta kogoś, kto właśnie wychodził, czy słuchała nagrań pszczół. „Nie, boję się pszczół!” ona odpowiada. Wszyscy się śmieją, a ja, wchodząc po schodach do przestrzeni galerii na pierwszym piętrze, myślę sobie: „no, pszczół się nie boję…”
Biorące swój tytuł od łacińskiej nazwy europejskiej pszczoły miodnej, pokaz koncentruje się na działalności pszczelarskiej i składa się z dwóch utworów dźwiękowych, dziewięciu obrazów olejnych i trzech odlewów z brązu. Watson jest prawdopodobnie najbardziej kojarzony z tym drugim medium od czasu zapoczątkowania na początku lat 2000. jego trwającej pracy „Hands of History”, w której artysta odlewa w brązie ręce kluczowych postaci zaangażowanych w proces pokojowy.
Zaczynam od obrazów. Każdy z nich jest samowystarczalny, żywy i koncentruje się na jednym aspekcie pszczelarstwa. Wywołują natychmiastowe poczucie nostalgii; coś w ich stylu i wyrazistości widzenia sprawia, że wracam do ilustracji encyklopedycznych, nad którymi ślęczałem jako dziecko. Wizualne pokrewieństwo z obrazami naukowymi jest odpowiednie, nawet poza włączeniem programu do festiwalu nauki. Obrazy mają charakter schematyczny w dążeniu do zilustrowania i wyjaśnienia idei i zjawisk, zwłaszcza tych, których nie widać gołym okiem. Na przykład, Ul drzewa przedstawia rój pszczół, które zadomowiły się w dziupli – naturalnym środowisku, w przeciwieństwie do konstrukcji funkcjonalnej pszczelarza przedstawionej na Niebieski ul. Kora drzewa została „odcięta” przez artystę, pozornie wypalona, z krawędziami wciąż świecącymi na czerwono. Pozwala nam „zajrzeć” do wnętrza wydrążonego pnia drzewa, gdzie pszczoły robotnice tłoczą się wokół królowej, niczym nasiona rozsiane po rdzeniu jakiegoś egzotycznego owocu.
In Tańce na intensywnym pomarańczowym tle rozrzucone są różne kształty – niektóre przypominają uniesione skrzydła owadów, inne przypominają przekroje jabłek lub proste koncentryczne koła. Pokazują schemat kroków, które wykonują pszczoły, aby komunikować się z resztą ula, gdzie można znaleźć najlepsze zbiory nektaru. Ponownie Watson ilustruje coś, czego nie można zobaczyć; tańce te odbywają się w ciemności ula, wizualny wzór nie dotyczy pszczół, które interpretują wyłącznie rytm i wibracje. Powyżej „parkietu”, w górnej części płótna, znajduje się wzór linii i kropek – przypominający schemat kroków tanecznych, ale w rzeczywistości jest to struktura molekularna miodu. w komórce to jeszcze jeden przykład, tutaj ilustrujący etapy cyklu życiowego pszczoły od jaja do larwy, każdy etap starannie przedstawiony w kolejności.
Gwiazdami pokazu są trzy brązy – Rama Brooda, Trzy królowe miotu, Super rama – ramki z pracujących uli, które Watson odlał w brązie. Podłużne kawałki zwisają z drewnianych wsporników, zawieszonych tak, jak w ulu, jak przegrody w szafce na akta. Watson jest słusznie dumny z procesu, który opracował, aby przekształcić te niezwykle delikatne przedmioty w solidne artefakty. Setki komórek o strukturze plastra miodu są widoczne po obu stronach każdej ramki, od komórek kielichów królowej, przez komórki robotnic i dronów, po te przepełnione miodem. Jednak każdy z nich ma swój własny charakter, od niemal fraktalnej energii pierwszego, poprzez łagodniejsze falowanie topograficzne drugiego szkieletu lęgowego, aż po najmniejszy, ale najbardziej obszerny z trzech – „super” pszczelarza, z którego zbierany jest miód. Kolory wahają się od bogatego, ciepłego brązu do połyskującego polerowanego złota. Prowokują pytania o współautorstwo ich powstania, relacje między człowiekiem a zwierzęciem oraz o organiczno-przemysłowy charakter tej 10,000-tysięcznej działalności. Nawet dla oka nie-pszczelarza prace są misternie fascynujące i piękne.
Dwa kawałki audio, Życie pszczół oraz Rój (trwające odpowiednio pięć i cztery minuty) to krótkie, wciągające podróże: pierwsza to dźwięk brzęczącej pszczoły, z którego stopniowo wyłaniają się zmanipulowane próbki i łączą się w melodię; ta ostatnia jest bardziej abstrakcyjna, przechodząc od śpiewu ptaków do pojedynczej pszczoły, do niezliczonych pszczół i wracając do śpiewu ptaków na zakończenie. Wychodząc z galerii, zakładam kask i odpinając rower, coś muska mnie w policzek – wzdrygam się, przykładam dłoń do twarzy. To nie jest jakaś zabłąkana lutowa pszczoła – tylko odpięty pasek łaskocze mnie w policzek i każe mi zakwestionować moje wcześniejsze twierdzenie…
Jonathan Brennan jest artystą mieszkającym w Belfaście.