Kevin Kavanagh Gallery, Dublin, 1 czerwca – 1 lipca 2017 r
Niech Zacznę od wyznania czegoś: w ciągu ostatnich dwóch lat dwukrotnie przeprowadzałem przed kamerą wywiad z Dianą Copperwhite. Podczas tych rozmów ledwie dotknęliśmy formalistycznego „co?”. jej obrazów, starając się uniknąć błotnistego dialogu. Nagrane rozmowy były bardziej skupione wokół ogólnego „dlaczego?” malarstwa i malarza, natura i wychowanie tego wszystkiego; malarstwo jako czasownik, a nie rzeczownik.
Kiedy poproszono mnie o napisanie recenzji solowej wystawy Copperwhite'a „Crooked Orbit” w Galerii Kevina Kavanagha – co oznaczało skonfrontowanie się z pytaniem „co?”. łeb w łeb – rzuciłem się i obróciłem, zanim przyjąłem zaproszenie. Odkryłem, że znając „dlaczego?” może pokolorować twoją wizję. Ale zanim tam pójdziemy, najpierw opis. (Uwaga: nie będę robić obowiązkowego okrężnego opisu każdego obrazu w galerii, ponieważ kiedy opisujesz jeden z obrazów Copperwhite'a, opisujesz je wszystkie. Brzmi ostro - przedwczesna krytyka przed dekoracją - ale to jest tak jest w przypadku większości solowych prezentacji malarstwa, które skłaniają się ku abstrakcji. Malarstwo takie wymyka się opisowi).
Złożony z około 10 obrazów, w skali od średniej do dość dużej (w kategoriach malarstwa irlandzkiego), pierwsze wrażenie nowego zbioru prac Copperwhite'a jest taki, że istnieje niewiele różnic w zastosowaniu, tonie, formie i kompozycji od jeden obraz do drugiego. Tak jak ktoś, kto jest głuchy na niuanse muzyki „diddley eye”, może powiedzieć: „Dla mnie wszystko brzmi tak samo!” Ale taka muzyczna analogia nie idzie tutaj na marne.
Jak inspirowany jazzem Mondrian Broadway Boogie Woogie (1943) lub użycie przez Kandinsky'ego „kompozycji”, „wrażenia” i „improwizacji” do zatytułowania swoich obrazów, Copperwhite również woskuje lirycznie za pomocą muzycznych przymiotników, takich jak „niezgodna” i „harmonia”, opisując napięcia i kontrasty nieodłącznie związane z jej obrazami. Ale muzyka to muzyka, a malarstwo to malarstwo, a kiedy omawiamy dysharmonię i harmonię w kategoriach antonimów, malarstwo nie jest w tym samym bezlitosnym rejestrze, co muzyka. Rejestr wizualny jest bardziej subiektywny, podczas gdy hałas jest… tylko hałasem.
Od razu zauważam u Kevina Kavanagha, że nie ma śladu charakterystycznych portretów Copperwhite'a – tych jej pozbawionych cech twarzy, do których skłaniałem się w poprzednich pokazach solowych jako stabilizującej wizualnej kotwicy. Czując się „oszukany” przez ich nieobecność, popycha mnie do poszukiwania innego ukierunkowującego tematu, ukrywającego się pod grubymi kołdrami korekcyjnej abstrakcji Copperwhite'a. Ale wszystko tu ginie w sugestii, jak poturbowane postacie leżące w łóżkach po stosunku. Wszystko jest ibid. Tak więc odwołuję się do historii referencyjnej, aby się zorientować. Gdyby orbita była prosta, byłoby nudno.
Ogólnie rzecz biorąc, obrazy Copperwhite'a wzbogacają powojenne europejskie i amerykańskie malarstwo i rysunek. Jednak w jej podejściu egzystencjalizm, ekspresjonizm i machismo powojennej figuracji głodu, autorstwa, powiedzmy, artystów takich jak Alberto Giacometti i Edward Hopper, stały się tłuste i świetliste. Postacie Copperwhite'a nie są zbiorowo samotne w restauracji na Manhattanie, pijąc kawę à la Hopper's Ćmy (1942) lub wyrzeźbiony do niewzruszonego człowieczeństwa na wzór Giacomettiego. Figura Copperwhite'a odpycha się od zwitków farby jak kanapka z golonką przyciśnięta do zabawki z pinezki.
Wirtuoz rumuńskiego malarza Adriana Ghenie przychodzi na myśl jako współczesny rówieśnik, ale podczas gdy Copperwhite jest skąpcem figuratywnych szczegółów i górnikiem intuicyjnych osądów, Ghenie zapewnia trochę więcej mięśni i kości dla naszej przyjemności oglądania. Architektury Copperwhite kulą się pod zalewem kolorowych szarości; jej cylindryczne widma i wiązki neonów są stłumione przez wyziewy szarego niezdecydowania i niepewności, wyglądając jak New Politics.
Chociaż jest wystarczająco dużo tych silników rakietowych z atomową mandarynką i Ćmy zielonego neonu, by chłonąć Kevina Kavanagha, czasami myślę, że w podejściu Copperwhite jest za dużo przypadku i intuicji, a za mało precyzji i kontroli (dlatego uważam, że przenikliwe portrety artystki są istotnym elementem w solowej prezentacji jej prac ).
Tytuł wystawy wymusza podwójne spojrzenie na ziemię poniżej i niebo nad nami – nasze miejsce pomiędzy. A potem śnić na jawie: znów jestem dzieckiem, unoszącym się w zachwycie nad układem planetarnym, barwnie zilustrowanym w jakiejś śmierdzącej encyklopedii z dawnych czasów, i wyobrażając sobie, jak wygląda i jak wygląda poza Wielką Czerwoną Plamą na Jowiszu. Ale obrazy Copperwhite'a – choć wciąż zawdzięczają głębokiemu poczuciu zdumienia – są bliżej podłogi, bliżej domu, bliżej siebie.
Na filmie Copperwhite opisała pierwsze wspomnienie, w którym sięga po paczkę zakreślaczy, a jej ojciec blokuje jej podejście. Następnie opisała to, co postrzegała jako przytłaczające szare środowisko w przeciwieństwie do nieosiągalnej jasności zakreślaczy. Wygląda podobnie?
James Merrigan jest artystą i krytykiem sztuki mieszkającym w Waterford City. Jego film Wszystko albo nic jest również sprofilowany w tym numerze VAN.
Zdjęcie: Diana Copperwhite, Krzywa orbita, 2017, olej na płótnie, 56 x 71 cm.