Thomas Pool: Co możesz nam o sobie powiedzieć? Jak zainteresowałeś się fotografią i co napędza twoją praktykę?
Ruth Medjber: Zainteresowałam się fotografią od najmłodszych lat. Mój ojciec był podróżującym przedstawicielem handlowym producentów aparatów fotograficznych w Irlandii, a moja matka pracowała w fabryce filtrów. Nie byli fotografami, ale oboje pracowali w branżach związanych z aparatami. Dorastając na początku lat 90., byliśmy dość biednymi ludźmi z klasy robotniczej, więc często najtańszą opcją było zabieranie mnie ze sobą przez ojca w podróże służbowe po Irlandii. Więc zostałam umieszczona z tyłu furgonetki, gdzie bawiłam się dmuchawami i papierkami lakmusowymi, i miałam dostęp do wszelkiego rodzaju niesamowitego sprzętu od najmłodszych lat. A mój ojciec uspokajał mnie, gdy się nudziłam, małymi różowymi i niebieskimi plastikowymi aparatami-zabawkami. A po drodze zatrzymywaliśmy się w John Gunn's lub Galway Camera Shop – bardzo kultowych irlandzkich sklepach z aparatami fotograficznymi. Kładł mnie na blacie i ktokolwiek tam był, na przykład John Gunn, wywoływał dla mnie filmy z moich zabawkowych aparatów, gdy miałem trzy lata – co jest świetne, bo John Gunn nadal wywołuję moje filmy teraz, gdy mam 38 lat!

Ale tak właśnie zaczynałem, a fotografia stała się częścią mojego życia, która nigdy nie zniknęła – wczesna obsesja, która stała się absolutną pasją i poświęceniem. Stała się moim celem i końcem wszystkiego – moją tożsamością. Teraz bardzo trudno jest oddzielić cokolwiek, co robię, od fotografii. Zawsze będę robił zdjęcia i tak naprawdę strzeliłem sobie w stopę, ponieważ nigdy nie mogę robić niczego innego. Wiecie, nigdy nie miałem wyboru, kim chcę być. Zawsze miałem być fotografem, w taki czy inny sposób, niezależnie od tego, czy byłem w tym dobry, czy nie. I przez jakiś czas nie byłem w tym dobry, ale musiałem stać się w tym dobry.

TP: Jakiego sprzętu używasz? Jak wygląda Twój proces edycji i selekcji?
RM: Zawsze robiłem zdjęcia aparatami Nikon. Kiedy zaczynałem, używałem lustrzanki Nikon F55, którą wybrał dla mnie mój tata. Kiedy masz już jeden system w ruchu, nigdy tak naprawdę nie zmienisz, ponieważ zaczynasz budować kolekcję szkła do tych aparatów. Więc do dziś robię zdjęcia aparatami Nikon, co jest świetne, ponieważ teraz jestem oficjalnym „Nikon Creator”, co jest naprawdę fajną umową, w ramach której dają mi darmowe rzeczy – są dla mnie mili! Współpraca z nimi była naprawdę organiczna, naturalna.
Kiedy jestem w trasie z zespołem i fotografuję koncerty, jest to zupełnie inne niż wtedy, gdy robię portrety w domu. Używam systemu trzech obiektywów, który zawsze mam w torbie: 24-70 mm, 12-24 mm i 70-200 mm. To są moje trzy główne obiektywy jako fotografa koncertowego, których używam z moim aparatem Z8. Używam również tego samego systemu w moim aparacie D6, ponieważ jestem bardzo niechętnym fotografem bezlusterkowym. Nadal uwielbiam fotografować lustrzanką i bardzo trudno mi się do tego przyzwyczaić. Oczywiście, wraz z dodaniem wideo do mojej kariery w dzisiejszych czasach, musiałem trochę zmienić pewne rzeczy – znowu bardzo, bardzo niechętnie.

Mam też mnóstwo innych aparatów, których nie pozbędę się! Na imprezy, do spotkań towarzyskich, po prostu dla zabawy, kiedy skończę swoją prawdziwą pracę i znów będę sobą, użyję serii Instax. Posiadam każdy rodzaj Instaxa i Polaroida, jaki istnieje.
Kiedy fotografuję w pracy, na pokazach i wszędzie, używam jednocześnie Adobe Lightroom i Photoshopa do edycji. Realizacja jest po prostu tak szybka; dosłownie kończysz pokaz o 11:XNUMX i powinieneś mieć gotowe zdjęcia w ciągu godziny. Więc wsiadam prosto do autobusu i importuję do Lightrooma, a potem mogę zrobić od trzech do pięciu tysięcy zdjęć na noc. Więc po prostu bardzo szybko dokonuję selekcji, robię podstawowe korekty ekspozycji, a następnie przechodzę do Photoshopa w celu wykonania większych edycji.

Rzeczy, którym mogę poświęcić trochę więcej czasu – moja osobista praca, jak moja nadchodząca wystawa „Her, Allure” w Photo Museum Ireland (od 15 do 19 października) – wymagają zupełnie innego procesu. Jest piękny, powolny, szczegółowy, drobiazgowy i pracochłonny w świetny sposób; naprawdę mogę poświęcić czas i przemyśleć każdy obraz. Edytowałam tę wystawę, gdy byłam w trasie z Hozierem podczas jego trasy po Ameryce Północnej. Edytowałam w dni wolne w pokojach hotelowych, ustawiając szkice, aby zobaczyć, jak chcę, aby wyglądał układ wystawy, i naprawdę orientując się w skali i rozmiarze, umieszczając taśmę neonową, znaki i obrazy. Personel sprzątający prawdopodobnie myślał, że jestem szalona! Ale ja po prostu naprawdę potrzebowałam tej przestrzeni, aby zwizualizować, jak ludzie będą to oglądać w galerii. Tak więc to są moje dwa skrajnie różne przepływy pracy.
TP: W miarę jak technologia sztucznej inteligencji staje się coraz bardziej powszechna, a nowe narzędzie do edycji zdjęć oparte na sztucznej inteligencji firmy Apple staje się coraz bardziej powszechne, w jaki sposób fotografowie będą przekazywać swoim odbiorcom autentyczność i oryginalność?
RM: AI mnie pod tym względem nie martwi. Jako fotograf zawsze czułem, że ludzie bardziej przejmują się moją praktyką i zarobkowaniem niż ja. Pamiętam, że kiedy telefony z aparatem stały się wszechobecne, wszyscy mówili „O nie, zostaniesz zastąpiony!” Ale ja byłem w porządku. Więc w przypadku AI mówią „O nie, twoje dni są policzone!” Ale czasami używam AI w swojej praktyce; nie boję się jej. Dokładnie wiem, co może, a czego nie może zrobić. Ale myślę, że jeśli chodzi o oryginalność, autentyczność mojej pracy wynika z tematu i zachowania w nim prawdy.

Jestem fotografem portretowym; fotografuję ludzi – prawdziwych ludzi. Kiedy zaczynałem, po ukończeniu college'u, próbowałem każdego rodzaju fotografii, w tym fotografii modowej. Pracowałem z modelkami i to był jeden z niewielu rodzajów fotografii, w który nie mogłem się wciągnąć, ponieważ naprawdę czułem rozdźwięk między mną a modelką. Kiedy byłem starszy i bardziej ugruntowany, zdałem sobie sprawę, że to, co najbardziej podobało mi się w fotografii, to akt reprezentowania charakteru i unikalnej osobowości danej osoby. I to jest dla mnie najważniejsze w mojej pracy. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek została zastąpiona przez sztuczną inteligencję.
TP: Jako profesjonalny fotograf spędziłeś sporo czasu, fotografując koncerty znanych muzyków i zespołów, takich jak St. Vincent, The Arctic Monkeys, Ed Sheeran, Billie Eilish i Miley Cyrus, żeby wymienić tylko kilka. Ostatnio byłeś w trasie z Hozierem, fotografując go i jego koncerty; jak wygląda życie w trasie ze znanym muzykiem i jego otoczeniem? Jak uchwycić emocje tłumu i muzyków, jednocześnie zadowalając prasę, wytwórnie płytowe i platformy mediów społecznościowych?
RM: Trasa koncertowa jest niesamowita, ale też niezwykle trudna. Jest bardzo, bardzo trudna. Łapiesz mnie dzień po tym, jak właśnie skończyłem 11-tygodniową trasę koncertową, siedzę tutaj i mam bardzo jet lag, więc dam ci brutalnie szczerą odpowiedź na temat tego, jak wygląda trasa koncertowa.
To może być bardzo ciężka harówka. Czasami może być dość wyczerpująca, ale to także niesamowita przygoda, której nigdy nie doświadczysz w żadnej innej sytuacji w swoim życiu. Właśnie skończyliśmy 11 tygodni trasy po Ameryce Północnej. Jesteśmy w trasie z tym show od 18 miesięcy, po Ameryce Północnej, Ameryce Południowej i Europie. Zamierzamy pojechać do Nowej Zelandii i Australii. Tak więc obejmujemy duży kawałek świata. To ekscytujące. Ale to także Dzień Świstaka ponieważ chodzisz do miejsc, zwłaszcza aren, które wszystkie wyglądają mniej więcej tak samo, bez względu na to, w której części świata się znajdujesz.

Jako artysta rezydent w trasie, moim zadaniem jest uchwycenie tego, nie tylko w sposób dokumentalny, ale także artystyczny. Nie tylko dla mediów społecznościowych, wytwórni płytowych i prasy, ale także dla fanów. Próbuję wczuć się w rolę 15-letniego mnie, kiedy chodziłem na koncerty i ustawiałem się w kolejce o 6 rano, żeby być pierwszym dzieciakiem przy barierce. Wywodzę się z miejsca, w którym byłem fanem, wiesz, i nadal nim jestem. Chcę zobaczyć koncert tak, jak oni go widzą i tak, jak ja go widziałem. I to jest w tym naprawdę świetne. Odrywam się od bycia członkiem ekipy i wracam do bycia fanem. Jeśli kiedykolwiek zobaczysz mnie na koncercie Hoziera, tracę rozum. Jestem w tym. Śpiewam, tańczę. Wszyscy inni członkowie ekipy śmieją się ze mnie, bo wszyscy widzą mnie w pierwszym rzędzie. Absolutnie to kocham. I muszę to kochać, żeby wejść w tę strefę, rozumiesz?
Najważniejsze jest, aby dać fanom coś wspaniałego, czego mogliby się trzymać, niezależnie od tego, czy byli tam, czy nie. Próbuję uchwycić to takim, jakie było: czymś wyjątkowym, intymnym, ciekawym i cudownym. Wszystko, co Hozier próbuje tam umieścić, wszystko, co próbował zrobić ze swoim show. To właśnie próbuję uchwycić.
TP: Twoja seria „Twilight Together” z czasów Covidu pięknie uchwyciła zarówno izolację, jak i wspólnotę, której wspólnie doświadczyliśmy podczas pandemii. Twoja praca uosabiała rolę fotografa jako artysty i dokumentalisty. Jak ta dwoistość wygląda dla Ciebie i Twojej praktyki?

Kiedy tworzyłam „Twilight Together”, kluczowe było dla mnie upewnienie się, że uchwycę rzeczywistość tego, co działo się w tamtym czasie, i nie pominę niczego. Uważałam, że to odpowiedzialność. Kiedy zdałam sobie sprawę, że projekt jest interesujący dla tak wielu osób, jak to było, kiedy wszyscy zaczęli do mnie pisać, chcąc być jego częścią, wiedziałam, że ma potencjał, aby stać się czymś dość popularnym. Wtedy powiedziałam: „Okej, muszę się upewnić, że to uczciwe przedstawienie tego, co się dzieje”. Projekt stał się książką i kiedy podpisałam umowę na książkę, upewniłam się, że nie będzie to błyszcząca, puszysta wersja wydarzeń, ani też, wiesz, przesadnie dramatyczna. Chciałam dotrzeć do tak wielu różnych członków populacji, Irlandczyków ze wszystkich środowisk i społeczności, i upewnić się, że ich doświadczenia również zostaną przedstawione. Więc przyjrzałam się statystykom populacji, aby zobaczyć różne życia w Irlandii, dane demograficzne, kultury i społeczności. Ilu członków liczy społeczność podróżników? Ilu mamy czarnych Irlandczyków? Ilu mamy muzułmańskich Irlandczyków? Chciałem się upewnić, że każdy ma swój sprawiedliwy udział w tym dokumencie.
Byłem w tym względzie bardzo skrupulatny, ponieważ dorastałem w Irlandii w rodzinie o mieszanym pochodzeniu. Mój ojciec pochodzi z Afryki i jest muzułmaninem; moja matka pochodzi z Irlandii i jest katoliczką. Dorastałem z tą dwoistością w moim własnym życiu i nigdy nie byłem reprezentowany w sztuce ani mediach. A jeśli mój lud był reprezentowany, to zawsze w negatywny sposób. Nie chciałem, aby tak się stało w przypadku tej książki. Skontaktowałem się z różnymi ludźmi i zapytałem: „Jak to jest dla ciebie?”. Upewniłem się, że odwiedziłem rodzinę muzułmańską, którą znałem, która obchodziła Eid tego dnia. A potem pojechałem i znalazłem piękną rodzinę podróżników w Cork. I przedstawili mi wszystkich członków swojej rodziny.
Upewniłem się, że wysłuchałem opowieści ludzi. Więc książka nie tylko zawiera zdjęcia rodzin, ale także poszczególnych osób. W książce jest 150 różnych okien, zawierających różne scenariusze, sytuacje rodzinne, przyjaźnie itd. Jest też 44 historie i to w tych historiach opowiadam ludziom różne wersje wydarzeń. Myślę, że to jest moja dokumentalna strona, że po prostu muszę opowiadać historie innych ludzi tak, jak są opowiadane mnie, tak jasno, jak to możliwe. To przez mój wybór tematu i styl pracy staje się to sztuką.

TP: Wkrótce otworzysz wystawę w Photo Museum Ireland zatytułowaną „Her, Allure” (15 – 19 października 2024)Co możesz nam powiedzieć o tym nowym zbiorze prac i o tym, jak powstał?
„Her, Allure” zostało zamówione przez Peugeot. Mam wrażenie, że artyści w Irlandii za mało mówią o zleceniach dla marek; stanowią one ogromną część mojego istnienia. Peugeot zwrócił się do mnie na początku roku, szukając fotografa, który potrafiłby stworzyć jedno słowo, a tym słowem było „allure”. Szukali fotografa, który potrafiłby po prostu uciec z pomysłem. Byli bardzo nieuważni i dali mi dużą kontrolę twórczą.
Bycie artystą w Irlandii w 2024 roku jest dość trudne, ponieważ jeśli nie odnosisz sukcesów na rynku międzynarodowym i nie sprzedajesz swoich odbitek lub zdjęć za jakąkolwiek kwotę, bardzo trudno jest zarobić na życie. Więc kiedy nadarzają się takie okazje, aby otrzymać uczciwe wynagrodzenie za moją pracę, zawsze je rozważam. Odkryłem, że są przyzwoitą grupą ludzi, którzy szanują to, co robię. Dali mi możliwość zatrudnienia osób, którym ufałem w projekcie, więc mogłem zatrudnić moich przyjaciół, którzy prowadzą firmę produkcyjną, aby zrobili wideo towarzyszące projektowi. Utrzymaliśmy to w bardzo lokalnym, bardzo irlandzkim i bardzo artystycznym charakterze.

Kiedy konceptualizuję słowo „ponęta”, widzę je jako koczowniczego, beztroskiego ducha, który istnieje we mnie i sprawia, że żyję takim życiem, jakie prowadzę, które jest bardzo nietradycyjne. Kocham życie, które mam, które jest niezwykle wolne. Nie mam żadnej rutyny w całym moim życiu. Nie jestem przywiązana. Więc pomyślałam o „ponęcie” we mnie, że co jakiś czas słyszę cichy szept na wietrze: „Chodź, jedziemy!” To po prostu coś we mnie, co nie lubi się uspokajać; zawsze będę niesiona do następnej przygody, następnej sesji zdjęciowej.
Wyobraziłem sobie „urok” uosobiony przez moją przyjaciółkę MayKay i stworzyłem tę kolekcję zdjęć przedstawiających ją jako koczowniczego, ulotnego ducha – mityczną syrenę, która zawsze woła cię w dół drogi. I jest tam też trochę rozterek, kiedy woła cię, a ty wiesz, że nie powinieneś odpowiadać, ale i tak to zrobisz. Obrazy mogą być czasami dość psychodeliczne, a reakcje ludzi były różne, delikatnie mówiąc. Jest w sumie dziewięć zdjęć i w niektórych miejscach je podrasowałem, aby przyciągnąć widza, sprawić, że poczuje się zdezorientowany i ciekawy. Nakręciliśmy je w ciągu czterech dni, co jest niesamowicie krótkim czasem na zrobienie takiej sesji zdjęciowej. Ale ze względu na ograniczenia czasowe związane z trasą Hozier musieliśmy zrobić to w ciągu czterech dni i modlić się o pogodę – i dostaliśmy pogodę.
W przypadku „Her, Allure” po raz pierwszy fotografuję kogoś, kto mnie reprezentuje. To było bardzo dziwne. Kiedy zatrudniłem MayKay do zagrania tej postaci w serialu, dopiero w połowie procesu edycji zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę zatrudniłem ją do zagrania siebie. Zawsze myślałem o tym w swojej pracy, ale nigdy tego nie zrealizowałem, dopóki przypadkowo nie zrobiłem tego w tej kampanii.
Mam 38 lat. Prowadzę ten bananowy styl życia, który jest tak inny niż jakiegokolwiek pokolenia przede mną, szczególnie jako kobieta. Mam wystarczająco dużo przywilejów, aby to robić, ponieważ jakiś czas temu podjęłam decyzję, aby pozostać bezdzietną w swoim życiu. Więc nie mam tradycyjnych więzów życia rodzinnego, które mogłyby mnie zakotwiczyć w jakimś konkretnym punkcie. To, co zobaczyłam podczas edycji ujęć „ponęty”, to moja akceptacja stylu życia, który wybrałam. Było wiele dorosłych uświadomień, gdy to edytowałam. Mam nadzieję, że ludzie poczują to poczucie wolności, gdy sami zobaczą „ponętę” i spotkają ją w galerii. To było absolutnie niesamowite, mieć swobodę, aby pójść i zrobić coś zupełnie innego niż to, co robiłam przez ostatnie półtora roku. Coś tak wyzwalającego, tak otwartego i tak niezwykle szerokiego, aby uchwycić „ponętę”.
Ruth Medjber jest profesjonalną artystką i fotografką. Jej nowa wystawa „Her, Allure” potrwa od 15 do 19 października 2024 r. w Photo Museum Ireland.
