WYWIAD CHRISTOPHER STEENSON Z ENDĄ BOWE O JEGO NAJNOWSZYCH PRACACH.
Christopher Steenson: Twoja najnowsza wystawa, zatytułowana „Love's Fire Song”, jest obecnie pokazywana w Gallery of Photography w Dublinie. Projekt ten koncentruje się na młodych ludziach żyjących zarówno w społecznościach związkowych, jak i nacjonalistycznych w Belfaście. Co skłoniło cię do pracy w Irlandii Północnej?
Enda Bowe: Kiedy studiowałem w wieku 20 lat, pod koniec lat 80. i na początku lat 90., naprawdę chciałem podjąć decyzję o tym, co dzieje się w Irlandii Północnej. Wtedy był taki bałagan. Na południu Irlandii widzieliśmy tylko wiele złych wiadomości. Nawiedzały nas te historie, ale też całkowicie od nich oddzielono. Nie można było naprawdę doświadczyć tego, przez co przechodzili ludzie, ani tego zrozumieć. Chciałem iść, nie tak naprawdę sfotografować cokolwiek, ale po prostu spróbować podjąć decyzję o tym, co się dzieje.
Skontaktowałem się z fotografem z Lurgan, Tonym Corey, który poszedł do tej samej uczelni co ja w Blackpool i zapytał, czy mogę go odwiedzić. Skończyło się na tym, że zostałam z nim i jego rodziną przez kilka dni, a on oprowadził mnie po okolicy. Doświadczyłem, że żołnierze zatrzymali mnie w punkcie kontrolnym samochodów i kazano mi się nie odzywać z powodu mojego irlandzkiego akcentu. Byliśmy też po różnych osiedlach i po raz pierwszy zobaczyłem krawężniki pomalowane na czerwono, biało i niebiesko – lub zielono, biało i złoto, w zależności od tego, gdzie byłeś. Niestety, nie miałem wówczas wglądu w te terytorialne kolory jako interesujące obrazy. Poza tym Tony powtarzał mi: „Enda nigdy nie wyjmuj aparatu”. Dopiero po latach zobaczyłem fotografie Paula Grahama z tamtych czasów, które dokumentowały tego rodzaju rzeczy. Pewnego wieczoru poszliśmy do katolickiego klubu nocnego, co było najdziwniejszą rzeczą.
Kolejny dzień ukształtował dla mnie wiele rzeczy. Pojechaliśmy do osiedla nacjonalistów i zauważyłem, że małe dzieci miały na sobie zielone dresy, podczas gdy w osiedlach unionistów wszystkie dzieci miały na sobie czerwone dresy. To była moja odpowiedź. Od najmłodszych lat nasze umysły były za nas wymyślane, jeśli chodzi o tożsamość. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale ta podróż przeniknęła do wszystkiego, co zrobiłem od tamtej pory. W moich fotografiach wybieram niezauważalne obszary, które są nieco szare i staram się znaleźć w nich kolor i jasność. Czerwień i zieleń w Lurgan przekształciły się w kwiat wiśni, jak w moim projekcie „Clapton Blossom”, gdzie kolor reprezentuje żywiołowość społeczności. Prowadząc do „Pieśń ognia o miłości”, chciałem skupić się na kolorze kultury młodzieżowej – jej żywiołowości i możliwościach – po obu stronach muru pokoju, a nie na polityce. Mimo że granica między Północą a Południem stała się prawie niewidoczna, w Belfaście są ludzie, którzy nadal mieszkają po obu stronach murów pokoju. Chciałem doskonalić subtelności, przechodząc przez politykę i patrząc na tamtejsze dzieciaki bez osądu.

CS: Dorastając w Irlandii Północnej, wiem, że społeczności w Belfaście mogą być bardzo ostrożne wobec obcych. Mają podwyższoną świadomość tego, jak mogą być negatywnie przedstawiani przez media. Czy możesz omówić, w jaki sposób budujesz zaufanie z osobami zaangażowanymi w twoje projekty?
EB: Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Belfast, nikogo tam nie znałem. Po prostu spacerowałem. Nie poszło szczególnie dobrze. Przeszedłem przez jedną posiadłość i obrzucono mnie kamieniami. To jest po prostu to, co robią dzieci, jeśli myślą, że nie jesteś stamtąd – to odziedziczona wiara. Zrobiłem kilka zdjęć, ale zostały one zniszczone przez lotniskowy aparat rentgenowski, kiedy wracałem do Londynu. Po tej pierwszej wizycie zdałem sobie sprawę, że naprawdę potrzebuję „wtajemniczenia”, więc skontaktowałem się ze znaną mi producentką, Louise Liddy, która przedstawiła mnie niejakiemu Paulowi Shawowi, który pracował w sklepie flagowym na Shankill Road. Wyjaśniłem Paulowi, że chcę zrobić projekt o kulturze młodzieżowej w Shankill i Falls o ich nakładających się życiach. Na początku nie był pewien co do mnie, ale ostatecznie zgodził się sprowadzić mnie po kilku posiadłościach. Przedstawił mnie kilku osobom, które jakby obejrzały każdą posiadłość, mówiąc im, żeby się mną zajmowali.
Po tym wiedziałem, że po prostu muszę to zrobić. Poszedłem sam do posiadłości Shankill i podszedłem do grupy dzieciaków siedzących przy ognisku i powiedziałem „w porządku chłopcy, jak leci”. Na szczęście było tam kilku naprawdę przyzwoitych chłopaków i od razu stanęli po mojej stronie. Właśnie napisali na ścianie napis „Uwolnij Shankill Six”, ponieważ sześciu chłopaków zostało aresztowanych za rabowanie palet na ogniska. Ale pod koniec nocy moje imię też zostało namalowane na ścianie! To był początek podróży. Przez kilka następnych tygodni kręciłem się po tych miejscach, ale nie robiłem żadnych zdjęć. Chodziło tylko o powolne poznawanie ludzi. Spędzanie całej nocy przy ognisku to zobowiązanie i czasami zastanawiałem się, dlaczego to robię. Ale za każdym razem, gdy zbliżałem się do końca podróży, zdaję sobie sprawę, dlaczego. Ponieważ wkraczasz w światy, do których nigdy byś nie wszedł; zaprzyjaźniasz się z ludźmi, z którymi powiedziano ci, że możesz nie być przyjaciółmi. Masz takie doświadczenia i miejmy nadzieję, że po drodze coś stworzysz.
CS: Fotografie mają bardzo żywy, pomarańczowo-złoty kolor. Czy zostały zabrane podczas złotej godziny?
EB: Tak, dokładnie określiłem, gdzie chciałem, żeby było słońce. Chciałem mieć niski rodzaj światła, więc modelowałem i formowałem od lewej do prawej. I oczywiście, jeśli chodzi o nocne rzeczy, jeśli to nie była gorąca noc, to było nieszczęśliwie. Wiele z moich ulubionych fotografii to fotografia amerykańska i dobrze ją przestudiowałem. W amerykańskiej fotografii, zwłaszcza na południu, podoba mi się to, że wszyscy wyglądają naprawdę nieruchomo. Ale oczywiście zdajesz sobie sprawę, że są po prostu takie gorące! Chętnie tam zostają i są fotografowani. Podczas gdy wszyscy jesteśmy spięci, gdy jest mokro i zimno, więc bardzo zależało mi na ciepłej pogodzie. Kiedy ludzie są zrelaksowani, schodzisz do bardziej otwartego ja. Osiedla w Shankill i Falls w deszczowe dni wcale nie są zbyt pozytywne, więc świadomie chciałem, aby moje zdjęcia były kręcone w jasnym świetle. Przez kilka dni nie mogłem nic sfotografować, bo było deszczowo lub szaro, co nie pasowało do projektu.
CS: Lato to również bardzo aktywny okres w Irlandii Północnej, jeśli chodzi o ważne wydarzenia, które mają miejsce w różnych społecznościach. Czy praca obejmuje różne ogniska?
EB: Tak, ma. Dwie główne noce przy ogniskach to 12 lipca i 8 sierpnia. Ale nie byłem zbytnio zainteresowany tymi datami. Kręciłem kilka tygodni wcześniej, bo wtedy to się dzieje. Interesowało mnie, żeby ludzie byli razem. Te dzieciaki pochodzą z tak biednych okolic i nie mają nic do roboty – żadnych skateparków ani nic. To główna atrakcja ich roku. Najbardziej są podekscytowani tworzeniem konstrukcji, kolekcjonowaniem palet i wszystkimi psotami. Chodzi też o męskość. Czterolatkowie ciągną śmieci i rozdają je nastolatkom, którzy wspinają się po stosach. A na szczycie są wczesne 20-latki. Jeśli spadniesz, umrzesz. Starsi mężczyźni patrzą w górę i wykrzykują rady, ale wszyscy zyskują aprobatę od siebie nawzajem. Fotografowałem więc w okresie poprzedzającym ogniska. Wielkie noce wcale nie były moim priorytetem.
CS: Te zdjęcia są dość szczere, jeśli chodzi o sposób ich wykonania i komponowania. Zastanawiałem się, czy są one w jakiś sposób inscenizowane, czy też bierzecie je w locie, kiedy wszyscy są zajęci?
EB: Zazwyczaj mam na myśli pewien rodzaj skoncentrowanego obrazu lub obrazu, który chcę stworzyć. Nie chodzi o chwytanie zdjęć – chcę zrobić pauzę w czasie. Tak więc będę cierpliwie czekać, często całymi dniami, zanim zrobię zdjęcie. Często patrzę na pewną osobę i mam na myśli. Kiedy byłem nastolatkiem, kręciłem 35 mm, potem przez całe 20 lat kręciłem w dużym formacie 5×4. Teraz, mimo że głównie używam średniego formatu i urządzeń przenośnych, używam tego szkolenia do wszystkiego, co robię. Fotografowanie w dużym formacie jest bardzo podobne do pracy malarza pod względem kompozycyjnym. Musisz zdecydować, jaki będzie obrazek, zanim wyjmiesz go z torby. To zbyt kłopotliwe, by użyć go w jakikolwiek inny sposób. Więc pytam osobę i przynoszę ją do miejsca, które mam na myśli, we właściwym czasie; Formuję go bardzo szybko, aby wprowadzić obiekt w to miejsce ciszy i bezruchu. Jest to więc mieszanka rzeczywistości, ponieważ nie przyprowadzam modelek na plan zdjęciowy. Jadę w różne miejsca i czekam, aż coś się wyjdzie. To nie tylko dokument – to atmosfera, przestrzeń i uczucia. Chcę, żeby zdjęcia układały się w sekwencję, jak fotosy w filmie.

CS: Kiedy wiesz, że czas zakończyć taki projekt?
EB: To naprawdę dobre pytanie, na które trudno odpowiedzieć. Ostatnia podróż do Belfastu latem 2018 roku była bardzo pozytywnym doświadczeniem. Mój tata, Thomas Bowe, zmarł sześć miesięcy wcześniej bez uprzedzenia i po jego odejściu zadałem sobie pytanie: „Czego wszyscy się boimy i dlaczego stawiamy tak wiele blokad w naszym życiu, kiedy musimy po prostu powiedzieć tak? ” Myślę, że energia mojego taty była ze mną, kiedy wróciłem do Belfastu i byłem o wiele bardziej otwarty niż zwykle. A kiedy pojawiła się możliwość wspięcia się na jedno z ognisk, wiedziałam, że muszę to zrobić. Konstrukcja ogniska była ogromna – 25 lub 30 metrów wysokości. Byliśmy na górze, ja i trzech innych chłopaków. Patrzyliśmy tylko na niebo i widok na Belfast i pomyślałem „nie wiem, czy może być lepiej”.
To właśnie na tym ognisku sfotografowałem Neila Ballantine'a. To zdjęcie zdobyło drugie miejsce w nagrodzie Taylor Wessing Portrait Prize w 2019 roku. To jedno zdjęcie spowodowało sporą zmianę w całym projekcie i wydawało się, że jest to zakończenie. Nie robiłabym tej wystawy, gdybym miała poczucie, że projekt nie jest całością, albo gdyby były jakieś luki. Ale oczywiście zawsze jest jakaś część ciebie, która chce zrobić więcej. Mam inne możliwe projekty, które od tego czasu wyszły na jaw z mojego doświadczenia. Jest seria filmów krótkometrażowych, a także projekt oparty na jednej osobie, którą chciałbym realizować. Mogę ponownie odwiedzić osiedla i zrobić projekt skupiający się bardziej na tamtejszych kobietach. Tak czy inaczej, zachowam swoje kontakty w Belfaście, ponieważ mam teraz przyjaciół w obu społecznościach.
Christopher Steenson jest redaktorem ds. produkcji Arkusz aktualności artystów wizualnych.
Wystawa Endy Bowe „Love's Fire Song” trwa do 16 października w Gallery of Photography Ireland w Dublinie. 8 września rusza fotoksiążka projektu.
endabowe.com
galleryofphotography.pl