Benedict Drew/Miguel Martin, CCA Derry-Londonderry, 15 października – 11 grudnia
Niedawno zrobiłem ankietę „Jak milenijny jesteś?” quiz osobowości, podczas gdy powinienem szukać pracy, jeśli potrafisz przetrawić ironię. "Śpisz. Gdzie jest twój telefon? było jedno zapadające w pamięć pytanie. Odpowiedź mogła być tylko jedna: „Na poduszce obok mnie”.
Benedict Drew i Miguel Martin badają teren, na którym rośnie hybryda człowieka i maszyny. Rzeźba Miguela Martina Przyłóż do miecza to odlew maski na głowę z brązu pobrany z Internetu. Jest ustawiony samotnie na podłodze w pustej przestrzeni oddzielonej miedzianą kurtyną z kraty i oświetlony żarówką zawieszoną na wysokości pasa tuż nad rzeźbą. Sugeruje się, że ma to jakiś związek z archeologicznym fenomenem „ciał bagiennych” ze ściętymi głowami i prawdą jest, że rzeźba wywołuje wrażenie pochówku. Miedziana przegroda i ciepło żarówki komponują się z odcieniem rzeźby, subtelnie implikując przestrzeń w zniszczeniu i zachowaniu tej osoby.
W „Fali piły” Benedict Drew prezentuje dioramy obrazów i obiektów obserwujących się nawzajem. Cztery wiszące obrazy przedstawiające twarze ułożone w okrąg oglądają abstrakcyjny film o zmieniających się kolorach i wzorach; w innej przestrzeni projekcja wideo wyświetla film, którego nie da się zinterpretować, z dużą, przypominającą drzewo konstrukcją umieszczoną po drugiej stronie sali, w której, jak sobie wyobrażamy, będzie siedzieć publiczność. Na jego gałęziach znajdują się tamburyny, które grzechoczą w odpowiedzi na ścieżkę dźwiękową filmu.
„Fala piły” odnosi się do kształtu fali o tej samej nazwie, charakteryzującego się powtarzającymi się szczytami i dolinami, wznoszącymi się do ostrego szczytu częstotliwości, a następnie gwałtownie opadającymi z powrotem do linii podstawowej itd., co ilustruje postrzępioną linię zębów tworzącą falę. jego nazwa. Najczęściej spotyka się go w muzyce produkowanej cyfrowo, ale fala piłokształtna jest również rodzajem sygnału używanego do tworzenia obrazów wizualnych na telewizorach CRT i monitorach komputerowych. Na ekranach CRT „częstotliwość odświeżania” można rozumieć jako częstotliwość powtarzania sygnałów, przy czym im częstsze powtarzanie, tym obraz jest stabilniejszy. W efekcie fala piłokształtna jest DNA współczesnego obrazu cyfrowego, nawet jeśli nie jest już dominująca wraz z rozwojem ekranów LCD. Drew symbolicznie zagłębia się w tę podstawową metaforę mediów cyfrowych: są one dosłownie tworzone poprzez reprodukcję; nie ma oryginału.
To wahanie pomiędzy oryginalnością a reprodukcją jest najbardziej rzucającą się w oczy cechą Umieść to dotychczasowy Miecz. Jako widz nie mam zaufania do pochodzenia tego obiektu. Pozornie jest to odlew wykonany z artefaktu archeologicznego, ale ile razy był usuwany? Czy artysta odlał prawdziwą maskę, czy jej reprodukcję? Czy kupił go od podejrzanego sprzedawcy w serwisie eBay, który ma podejrzanie korzystne oceny wygenerowane przez farmy kliknięć? Istnieje niedobór informacji, które czyniłyby tę rzeźbę nieprzejrzystą i niedostępną, a jednak z tej pozbawionej wiedzy otchłani wyłania się idea ciał bagiennych. Nie ma znaczenia, czy wynika to z pochodzenia obiektu – niegdyś należącego do ciała torfowiska ze ściętą głową – czy po prostu ma na celu osadzenie dzieła w kontekście: jest to obiekt w wersjach warstwowych, wielolistnych.
W jej filmie Czy muzeum jest polem bitwy?Hito Steyerl używa iPhone'a jako symbolicznego urządzenia do przesyłania obrazu przez jego wersje na ekranie, od widoku pola bitwy w Turcji po berlińskie muzeum, Art Institute Of Chicago, a następnie siebie. „Próbowałem podążać za kulą wstecz, do jej źródła… i znalazłem zdjęcie, na którym faktycznie kręcę wideo na iPhonie, z podpisem „To jest strzał”. Steyerl przyjmuje punkt wyjścia podobny do Miguela Martina, krytycznie analizując historię pojedynczego zdarzenia – śmierci jej przyjaciółki Andrei Wolf – tak jak Martin robi to w przypadku niejednoznacznego pochodzenia tej maski i osoby, którą reprezentuje. Put to the Sword podchodzi do tematu archeologii raczej z niedoborem informacji niż z nadmiarem, preferując głos spekulacyjny od autorskiego.
„Fala piły” nie jest w ogóle oddawana żadnemu głosowi: raczej zaciemnia autora, nie poprzez spekulacje, ale poprzez pobłażanie logice tematu. Ekran może wyświetlać obraz jedynie poprzez ciągłe jego odświeżanie, nie da się wybrać jednej milisekundy i powiedzieć „To – to jest to!” W ten sposób jesteśmy współwinni konstruowania rzeczy, które oglądamy. Znaczenie – jeśli jest to właściwe określenie – „Fali piły” nie jest podane; jest wchłaniany jako odczucie otoczenia.
CSW prezentuje dwie wystawy o różnej fakturze, oscylujące pomiędzy rzadkością a gęstością. Obserwują się i krążą między sobą, wspólnie wyobrażając sobie przyszłość, w której twórczość ustępuje miejsca doświadczeniu. Przyszłość, w której ta rzecz, która obecnie śpi obok mnie, cicho tworząca obrazy, dane telemetryczne i profile reklamowe, może pewnego dnia pracować dla mnie – jako ja – podczas snu. Nie wiem, co o tym myśleć, ale przynajmniej mogłabym przestać szukać pracy.
Kevin Burns to artysta i pisarz z Derry.
Zdjęcia: Benedict Drew, „Fala piły”, widok instalacji; Miguel Martin, Przyłóż do miecza, 2016; zdjęcia dzięki uprzejmości artystów i CCA Derry-Londonderry.