Dziękuję za lot z transnarodową komodyfikacją
niedługo przybędziemy w chaosie
jeśli na pokładzie jest ktoś, kto może podszywać się pod pilota
byłoby to wygodne dla innych pasażerów…
Nigdy nie ma tych wierszy z powieści teoretycznej Nicka Landa z 1992 roku Obwody wydawał się bardziej dotkliwy. Po 2011 roku byłoby przewrotnością mówić o końcu historii. Jakby po długim okresie wycieńczenia historia objadała się. Gęstość wydarzeń w historii światowej w 2011 roku była tak duża, że wydawało się prawie niemożliwe, aby śledzić je, lub wierzyć, że wszystkie wydarzyły się w ciągu jednego roku: arabska wiosna, śmierć bin Ladena, okrucieństwo Breivika, Japońskie tsunami, zamieszki w Anglii, kryzys strefy euro, powstanie ruchu Occupy. Znajdujemy się w środku wszechmocnego i być może bezprecedensowego chaosu. Świat nigdy nie był bardziej połączony, ale polityka parlamentarna nigdy nie wydawała się bardziej bezsilna. Zglobalizowane systemy łączące planetę są wektorami finansowego zarażenia, a nie kanałami wyrażania kolektywnej sprawczości. Nie ma wiarygodnych ekspertów. Ekonomiści głównego nurtu zostali radykalnie zdyskredytowani, nie tylko przez niemożność przewidzenia krachu finansowego 2008 roku, ale także przez ich współudział. Zawodowi politycy stworzeni na epokę rzekomo postpolitycznej administracji, w której wystarczyło kiwanie głową w stronę biznesu, nie są w stanie przystosować się do nowych warunków, w których liczą się wyobraźnia, zdecydowanie i charyzmatyczne interwencje. Próbując się zorientować, szukamy historycznych paraleli. Najbardziej złowieszczy są oczywiście lata 1930. XX wieku, kiedy Europa odchodzi od neoliberalnego konsensusu w stronę konfliktu wewnętrznego i być może etnicznego. Podczas gdy politycy walczą i miotają się na zawalonym centrum, skrajna prawica jest gotowa „podszywać się pod pilotów” dla populacji, które są oszołomione i zszokowane wszystkim, co wydarzyło się od 2008 roku, i intensywnie zaniepokojone tym, co ma nadejść.
Jeśli cokolwiek jest z tego jasne, to to, że rozgrywają się teraz dwie sekwencje. Pierwszy to intensyfikacja programu neoliberalnego. Widzimy teraz zaciekły neoliberalizm ostatniej fazy, przybierający formę brutalnej niszczenia instytucji i infrastruktury finansowanych ze środków publicznych przez kapitalizm finansowy, który, jak ujął to Franco „Bifo” Berardi w swojej najnowszej książce w języku angielskim: Po przyszłości, „uzyskał autonomię od życia społecznego”. Rok 2008 mógł być świadkiem zdyskredytowania neoliberalizmu, ale kultura neoliberalna z powodzeniem zdekomponowała świadomość klasy robotniczej i – jak się wydaje – zniszczyła warunki do jakiejkolwiek rekompozycji. „Myślę, że długotrwałe rządy neoliberalne zniszczyły kulturowe i materialne podstawy cywilizacji społecznej, która była postępowym rdzeniem nowoczesności”, pisze Berardi. „A to jest nieodwracalne. Musimy się z tym zmierzyć. Mutacji wytworzonej przez globalny kapitał wymieszany z technologiami rekombinacji nie można cofnąć”.
Druga sekwencja to chwiejne, ale jednak bardzo wyraźne wyłonienie się alternatywy. Rok temu ruch w USA na skalę Occupy Wall Street byłby niewyobrażalny. Ale jaką formę ostatecznie przybierze ten ruch, teraz nierozwinięty sojusz niezadowolonych? Berardi ostrzega, że narzekanie i składanie petycji jest daremne; środki publiczne zostaną obcięte i nie wrócą w przewidywalnej przyszłości.
„Tylko wycofanie się, bierność, porzucenie rynku pracy, iluzji pełnego zatrudnienia i sprawiedliwej relacji między pracą a kapitałem mogą otworzyć nową drogę. Tylko samowystarczalne społeczności opuszczające pole rywalizacji społecznej mogą otworzyć drogę do nowej nadziei”.
Z pewnością kluczowe pytanie, przed którym stoją teraz ci, którzy szukają ucieczki od kapitalistycznej katastrofy, dotyczy równowagi, jaką należy zachować między wycofaniem a uczestnictwem. Tam, gdzie to możliwe, kluczowe jest, abyśmy odmówili nakazowi kapitalizmu udziału na jego warunkach. Widzieliśmy już powstające ruchy wykorzystujące kulturę sieciową do tworzenia nowych form solidarności – pytanie brzmi, jak można je utrzymać. Ale nawet zakładając, że to możliwe, nasze całkowite wycofanie się z „głównego nurtu” może skutkować katastrofą jeszcze gorszą niż ta, w której jesteśmy w tej chwili. Jeśli wycofamy się z głównego nurtu polityki i mediów, skrajna prawica na pewno tego nie zrobi. Jednocześnie, jeśli era neoliberalna czegoś nas nauczyła, to tego, że niewiele można zyskać na rywalizacji na terenie ustanowionym przez biznes i jego lokajów. Strategiczny odwrót z tego rodzaju przestrzeni jest więc mądry, ale musimy zrobić to, co zrobiła neoliberalna prawica i pomyśleć o perspektywie średnio- i długoterminowej. Wybiegając w przyszłość, neoliberałowie byli gotowi narzucić to, co wcześniej wydawało się politycznie niemożliwe. Więc zamiast widzieć nieuniknione przejście niektórych członków ruchu Occupy od radykalnych outsiderów do profesjonalnych polityków, powinniśmy zaplanować z wyprzedzeniem, jak ta transformacja ma być zarządzana. Naszym zadaniem jest zbudowanie nowego głównego nurtu mediów i polityki, i paradoksalnie może to być ostatecznym dziedzictwem naszego obecnego wycofania się.
Mark Fisher