CHRIS CLARKE WYWIADA Z RICHARDEM PROFFITTEM O JEGO NIEDAWNEJ INSTALACJI NA CORK MIDSUMMER FESTIVAL.
Chris Clarke: Twoja ostatnia instalacja w University College Cork nosiła tytuł Niech wzejdzie księżyc i zajdzie słońce. Czy możesz mi opowiedzieć o tym tytule i jego znaczeniu dla projektu?
Richard Profitt: Ostatnio o tym myślałem. Głównym motywem przewodnim wystawy była idea – zarówno teoretycznie, jak i fizycznie dla widza – stworzenia przestrzeni, do której można uciec. To wciągające środowisko, w którym możesz uzyskać pewien stopień pocieszenia. Więc, Niech wzejdzie księżyc i zajdzie słońce był rodzajem narracyjnego chwytu, sugerującego, że można uciec do nowego miejsca, rodzaju nieokreślonego krajobrazu lub środowiska, które istnieje w twojej własnej świadomości lub psychice, a nie w fizycznym miejscu. Tytuł przywoływał także ideę błogosławienia miejsca, życzenia mu dobrej przyszłości.
CC: Twoja praca miesza różne materiały, odniesienia, kody, symbole, a wcześniej mówiłeś o duchowości i subkulturach jako informujących o tym podejściu. A co z gościem, który nie jest w stanie rozszyfrować niektórych z tych skojarzeń? Czy to dekodowanie jest dla ciebie ważne, czy też uważasz, że ogólny, ogólny efekt jest tu główną cechą?
RP: W mojej pracy zawsze będą nawiązania do konkretnych form subkultury, którymi się interesuję, a których pochodzenie może początkowo nie być dla widza oczywiste. Ale nie uważam tego za problem. Myślę, że widz często zachowuje się jak ktoś, kto się na coś natknie; mogą wtedy zdecydować, czy chcą poskładać ze sobą różne elementy. Te idee mogą być znajome niektórym widzom – którzy mogą przejściowo lub żywo interesować się niektórymi tematami – ale myślę, że bardziej interesująca jest postawa, gdy widz podchodzi do dzieła tak, jakby było mu całkowicie obce. To połączenie kodów, symboli, znaków, slangu, różnych rodzajów języka tworzy układankę.
CC: Dużą rolę w instalacji odegrało użycie dźwięku. Czy możesz mi opowiedzieć o swoim procesie komponowania i jak widzisz jego rolę w tworzeniu wciągającego efektu?
RP: Moja kompozycja muzyczna wykorzystuje technikę bardzo zbliżoną do sposobu, w jaki wykonuję prace wizualne. Jest to technika kolażu, wykorzystująca fragmenty dźwięków pochodzących z różnych miejsc, w tym starych i zdegradowanych taśm magnetofonowych, które są specjalnie dobierane i cięte, zapętlane i zniekształcane. W niektórych przypadkach są nie do poznania w swojej oryginalnej formie, stając się ambientowymi, podobnymi do transu fragmentami muzyki i głosu, powtórzeniami i dronami. Dźwięki pochodzące z pętli taśmowych są często łączone z nagraniami terenowymi i improwizowanymi instrumentami, aby stworzyć płynną, żałobną, dryfującą ścieżkę dźwiękową, która wydaje się pochodzić z okresu, który nie mógł mieć miejsca, i w ten sposób ma pewne nawiedzone cechy. Połączenie dźwięku i światła ma kluczowe znaczenie w tworzeniu atmosfery, która prowadzi do zanurzenia. Myślę, że dźwięk jest najbardziej emocjonalnie bezpośrednim ze zmysłów; natychmiast zmienia miejsce, w którym zamieszkuje, jednocześnie zmieniając postrzeganie tego miejsca przez osobę. Działa jak wyobrażenie ducha – jest tam i jest wyczuwalne, ale rzadko go widuje się.

CC: Instalacja znajdowała się w bardzo szczególnym miejscu kościoła św. Wincentego – który został przejęty przez Wydział Muzyczny UCC – a główna instalacja miała miejsce w podziemiach sali O'Riada. W jaki sposób kontekst i fizyczna architektura tego budynku wpłynęły na wybór materiałów, efektu i układu?
RP: Nie wiem, czy ma to związek z samym miejscem, czy z mojego doświadczenia zanurzenia w kulturze irlandzkiej, ale w tej pracy było więcej niż zwykle odniesień do chrześcijaństwa. Wiele rzeczy, które napędzają pracę, to nagromadzenie materiałów i często są one wybierane ze względu na ich czysto estetyczny stan. Tak więc, jeśli pozyskujesz w Irlandii materiały, które odzwierciedlają lub odnoszą się do wiary lub przekonań, to w 90% przypadków będą to chrześcijanie z wyglądu.
CC: Ale bardzo szczególne chrześcijaństwo – jest to poczucie rytuału lub tajemnicy, które wydaje się nieodłączne od katolicyzmu.
RP: To jest coś, co mnie bardziej zainteresowało. Dorastałem jako nieudolny protestant, więc nie miałem pojęcia o rytualistycznych aspektach katolicyzmu – całym dymie i lustrach, sensie teatru i okazji. Więc być może to wpłynęło na pracę, ale w gruncie rzeczy było nadal zakorzenione w nieustannym dążeniu do przywrócenia elementów duchowości w sztuce współczesnej, w sposób, który nie tylko ironicznie wykorzystuje te odniesienia. Nie próbuję żartować z tych rzeczy. Próbuje podkreślić ich dobre cechy.
CC: Było prawdziwe poczucie trajektorii od wejścia na górę i korytarzy do tej przypominającej kryptę piwnicy, gdzie zainstalowano dzieło sztuki. Czy mógłbyś rozwinąć to poczucie przechodzenia lub schodzenia do pracy? Czy jest to przede wszystkim sposób na tworzenie antycypacji, czy też samodzielny rytuał – sposób na inicjowanie zwiedzającego w tę „inną” przestrzeń?
RP: Cóż, budynek i tak ma bardzo silne poczucie charakteru, ale tak; drzwi wejściowe i korytarze, z posadzką wyłożoną wzorzystymi kafelkami, ustąpiły miejsca poczucia bycia w „innym” miejscu i myślę, że odwiedzający zwykle nie mają dostępu do tego budynku. Odnosi się wrażenie, że gdy wszyscy studenci i wykładowcy wrócą do domu i zostanie tylko dozorca, może być domem dla wielu duchów, wracając do religijnych początków budynku. Ale zanim wszedłem do Sali O'Riada – wspaniałej przestrzeni samej w sobie, z ogromnymi neogotyckimi oknami i łukami sufitowymi – myślę, że konieczne było to stopniowe zejście do głównej przestrzeni. Odnosi się do tego poczucia odkrycia, czegoś, co jest nie tak, rytualnego wejścia do grobowca, jeśli wolisz; przestrzeń o bardzo zdecydowanym klimacie, doznaniu podsycanym obecnością dzieła dźwiękowego, które rozbrzmiewało w korytarzach prowadzących do Sali O'Riada.

CC: Wspomniałeś o instalacji jako o czymś, czemu zwiedzający się poddaje lub czemu ucieka. Czy łączy się to w jakikolwiek sposób z twoim silnym zainteresowaniem współczesną muzyką popularną oraz określonymi podgatunkami i subkulturami wokół muzyki?
RP: Subkultury stają się dla wielu religią. Uzyskują lub nabywają własny zestaw rytuałów, wierzeń, rekwizytów lub sposobów ubierania się.
CC: Była sugestia wejścia w coś nieziemskiego, transcendentalnego i poza prozaiczne rytuały codziennego życia. Czy było poczucie, że instalacja – jako enklawa czy miejsce schronienia – pozwala odejść od głównego nurtu świata na zewnątrz?
RP: Myślę, że ten aspekt pracy bierze się ze sposobu, w jaki osobiście oczekuję doświadczania sztuki. chcę, żeby zabrał mnie gdzie indziej; Chcę czuć się jak gdzie indziej, kiedy jestem na wystawie. Obrazy potrafią to zrobić, gdy jesteś sparaliżowany pracą – tak samo z dźwiękiem lub filmem – i myślę, że wszystko, co najlepsze w sztuce, to osiąga. Zabiera cię z miejsca, w którym byłeś i zapominasz, że właśnie wszedłeś z ulicy. Chcę, aby widz doznał czegoś, czego nie oczekiwał lub nie czuł wcześniej, sposobu doświadczania przedmiotów lub materiałów w sposób dla nich nietypowy.
Kiedy byłam mała, zawsze byłam dzieckiem, które głupio przejeżdżało przez tory kolejowe, gdyby to była gdzieś najszybsza trasa, albo błąkało się po wałach, gdzie nie powinno być i gdzie można było zobaczyć wszelkiego rodzaju porzucone i zapomniane rzeczy – zawsze taki byłem. Zainteresowała mnie idea wielkich odkryć, takich jak grobowce w Egipcie i pomysł, że za tymi zamkniętymi drzwiami, za bramą lub ogrodzeniem znajduje się punkt wejścia do czegoś, czego ludzie wcześniej nie doświadczyli lub nie zdawali sobie z tego sprawy. wydarzenie. To tak, jakby wejść do jaskini na południu Francji i odkryć obrazy sprzed tysięcy lat lub natknąć się na spalony samochód na pustkowiu. To doświadczenia, które zawsze mnie fascynowały.
Instalacja Richarda Proffitta, Niech wzejdzie księżyc i zajdzie słońce, którego kuratorem był Chris Clarke na Festiwalu Midsummer w Cork. Odbyło się ono w dniach 14-23 czerwca na Wydziale Muzyki University College Cork w Sunday's Well w Cork.
michal.net
Obraz funkcji
Richarda Proffitta, Niech wzejdzie księżyc i zajdzie słońce, 2019, widok instalacji, Wydział Muzyki University College Cork; fot. Jed Niezgoda, dzięki uprzejmości artysty i Glucksmana.